Dzień drugi - Carta - Szosa Transfogaraska - jezioro Balea - 30 czerwca 2014

Rano dostajemy pyszne śniadanie, same smakołyki, m.in. regionalny ser oraz boczek z kawałkiem szczeciny na ozdobę;)) Pychotka! Po śniadaniu chłopaki idą zobaczyć pobliski stary most, potem robimy kilka pamiątkowych fotek przy młynie i ruszamy w drogę.




Widoczek w miasteczku Carta

Dziś mamy przed sobą ok. 1500 m przewyższenia, będziemy jechać cały czas pod górę szosą Transfogaraską. Wjedziemy na wysokość ok. 2050 m n.p.m. gdzie znajduje się jezioro Balea. Droga Transfogaraska przecina z północy na południe Góry Fogaraskie – najwyższe pasmo górskie rumuńskich Karpat, przcinjąc je między dwoma najwyższymi szczytami – Moldoveanu i Negoiu. Łączy miasta Sybin w Siedmiogrodzie i Piteşti na Wołoszczyźnie. Droga Transfogaraska została zbudowana w latach 1970–1974 z inicjatywy Nicolae Ceauşescu. Miała m.in. być manifestacją możliwości technicznych Rumunii. Podczas jej budowy wykorzystano miliardowe sumy pieniędzy i 6 milionów kilogramów dynamitu, przy budowie drogi zginęło kilkudziesięciu żołnierzy. Początkowo droga nie jest ciężka, nachylenie jest niewielkie. Mijamy wioseczkę o nazwie Cartisoara, potem jeszcze krótki popas nad strumyczkiem i ruszamy. Zaczyna się robić stromo, wjeżdzamy w las i wolno pokonujemy kolejne kilometry i różnice wysokości wijącą się drogą o dobrej nawierzchni. Co kilometr ustawione są słupki z informacją o odległości. Pierwszym celem jest Cascada Balea. Takie słupki to dobra rzecz - fajnie jest wiedzieć ile jeszcze kilometrów pozostało. Przy wodospadzie robimy godzinną przerwę, gotujemy wojskowe przysmaki, którymi dzielą się z nami Bartek i Zbyszek. W takim zestawie dla żołnierza jest chyba wszystko, nawet wykałaczki, nie mówiąc o gumie do żucia. Każdy element zestawu opakowany w osobny woreczek. Całkiem smacznie.




W głębi Cascada Balea, za parę kilometrów będziemy tam na górze.

Pogoda nam sprzyja, słonko jest, jednak czujemy dość silny wiatr, który wyżej da się mocno we znaki. Miejscowy Pan informuje mnie, że do jeziora Balea zaostało jeszcze jakieś 13 km. Ruszamy. Początkowo jedzie się dość przyjemnie, wiatr zostawiliśmy po drugiej stronie zbocza, jest bardzo cicho. Po drodze mijamy liczne "tunele" zbudowane nad drogą, w miejscach gdzie może być ona zasypana lawiną. W koncu pojawia się ostatni odcinek trasy, który najczęściej można zobaczyć w przewodnikach. Odsłonięte zbocze i liczne zakręty. W jedną stronę wiatr pomaga, w drugą dmucha tak, że podajzd staje się bardzo męczący. Już tylko mijane słupki z kurczącą się ilością kilometrów stanowią motywację do jazdy. W pewnym momencie mijam dwa motory, motocykliści zagadują po angielsku skąd jestem, okazuje się że oni też z Polski, ale radość! Jade dalej, po chwili dogania mnie jeden z motocyklistów i zadaje mi pytania typu 'skąd pomysł by wybrać się rowerem na szosę transfogaraską?' itp. Opowiadam o przygodzie, chęci zmierzenia się z własnymi siłami itp. jednak szybko brakuje mi tchu i muszę się zatrzymać. Spotykam motocyklistów ponownie już na szczycie, rozmawiają z chłopakami, którzy dotarli tam wcześniej. Na górze robi się bardzo zimno. Chłopaki już wybadali teren i dowiedzieli się, że po drugiej stronie góry jest schronisko, gdzie można przenocować. Na drugą stronę przedostajemy się najdłuższym tunelem w Rumunii przecinającym łańcuch górski (884 m). Jest tam bardzo zimno, w dodatku to pierwszy dziś odcinek z górki - strasznie marznę. Na szczeście do schroniska, w którym dziś nocujemy już niedaleko. Jest ono również bazą ratowników górskich. Warunki schroniskowe - łóżka piętrowe i zimna woda. Najważniejsze, że nie jesteśmy już narażeni na silny i zimny wiatr.




Został 1 km do góry...




powrót